O autorze
Obywatel Internetu. Twórca wideoklipów z wielomilionową oglądalnością. Założyciel kanału KlejNuty. Próbuje ile wlezie i liczy na to, że komuś się spodoba. Pomimo ukończenia Politechniki, utrzymuje się z muzyki, gdyż woli swoją pracę miłować niż ją przeklinać. Urzęduje tutaj.

Ale genialne gówno!

Po opublikowaniu najnowszego klipu z serii KlejNuty, zadumałem się nad kondycją polskiej krytyki internetowej. Spokojnie! Nie będę biadolił jaki to polski internauta zły, niedobry i nieczuły. Wręcz przeciwnie – uważam, że każdy (no może prawie każdy…) komentujący, to partner w rozwoju.

Chcąc sprawdzić co w internecie na ten temat piszczy, natrafiłem na kilka artykułów, gdzie inni twórcy pisali jak należy radzić sobie z internetową krytyką, która chcąc nie chcąc, rośnie wraz z przybywającą widownią. Seria złotych porad zdawała się mieć na celu wprowadzenie artysty w błogi stan nieświadomości, aby nadal mógł niezależnie od czyjegokolwiek zdania, tworzyć swoje wiekopomne dzieła. Głównym przesłaniem było OLEWANIE każdego negatywnego komentarza. Bo przecież co nas obchodzi zdanie anonimowego użytkownika, najważniejsza jest nasza własna satysfakcja i nic innym do tego… czy nie jest to objaw zwykłego, artystycznego egoizmu?



Zależność twórcy od odbiorcy jest prosta – bez odbiorcy, twórca nie ma racji bytu. Bez widowni, prędzej czy później umrzemy śmiercią naturalną. Oczywiście można tutaj analizować podgrupy twórców niezależnych, którzy mają swoje podziemne rzesze fanów i nikt poza nimi nie rozumie przesłania autora. Albo tacy, którzy tworzą tylko dla siebie i wszystko skrzętnie ukrywają w ciemnych zakamarkach swojej piwnicy. To jednak przypadki, które nie dotyczą internetu. Tutaj zależności są trywialne. Jeśli ilość złych opinii zaczyna rosnąć i przeważać nad pozytywnymi, oglądalność prędzej czy później zacznie spadać. Stosując wspomnianą zasadę OLEWANIA, zakłamujemy rzeczywistość, gdyż dobre i złe komentarze powinny być traktowane równoważnie (pomijając skrajności nie dotyczące komentowanych treści). Jeśli ktoś napisze, że nasze dzieło jest GENIALNE, przyjmujemy to z rozkoszą za pewniak, natomiast jeśli pojawi się komentarz zupełnie odwrotny, czyli że jest to totalne GÓWNO, biadolimy w niebogłosy, że to niczym niepodparta obelga sfrustrowanego nastolatka. Prawda o jakości naszych wypocin najczęściej leży po środku. Do geniuszu nam daleko, ale określania będące pochodnymi stolca, również są przesadzone. Wybitność dzieła dla jednych może być tak duża, jak dla drugich smród jaki ze sobą niesie. Przyczepić się można jedynie do wulgarności drugiego określenia, ale nie bądźmy drobiazgowi. W tym momencie liczą się ogólne proporcje, gdyż żaden z tych komentarzy nie niesie ze sobą żadnego uzasadnienia, tylko czyste emocje. Jeśli zdecydowanie więcej osób jest na TAK, możemy z pełnym zaangażowaniem tworzyć dalej, starając się nie schodzić poniżej wypracowanego poziomu. Jeśli natomiast coraz więcej głosów jest na NIE, trzeba wyciągnąć wnioski, a nie zamykać się w szczelnej skorupie, pod którą jesteśmy tylko my i nasza wspaniała, bezbłędna działalność. Pomijam wspomniane wcześniej skrajności, czyli inwektywy które mają na celu obrazić nas samych, a nie to co stworzyliśmy – tutaj zasada olewania jest przydatna, aby uchronić się przed depresją czy popadnięciem w alkoholizm.

Oczywiście wyciąganie wniosków ma sens, jeśli komentarze są konstruktywne. Jedyny wniosek z hasła: „ALE GÓWNO!” jest taki, że komuś się nie podoba, ale co chciałby w zamian? Nie wiadomo. Jeśli jednak w otchłani gęstego, internetowego szamba, znajdzie się jakaś sensowna argumentacja, trzeba ją docenić, a krytyka obrzucić płatkami pachnących róż za starania! Idealnym rozwiązaniem byłoby wdanie się w dyskusję, aby wyciągnąć jak najlepszą lekcję na przyszłość. To jednak jest utrudnione, ze względu na wirtualną barierę, która nie ułatwia prowadzenia dialogu. Nie mam tutaj na myśli polemiki z serii: „Jak taki jesteś mądry, to zrób lepiej!”. Internetowy krytyk nie musi być specjalistą w każdej dziedzinie. Właściwie w ogóle nie musi nim być. Taki już jego urok, że może się wypowiadać wszędzie, na każdy temat i w dowolny sposób, a internet jest platformą do tego idealną.

Podsumowując: Jeśli tworzysz, nie olewaj negatywnej krytyki, bo w końcu każdy twój widz stanie się niedobrym krytykiem, aż ostatecznie odejdzie, a tobie zostanie skupianie uwagi psa i wnętrza szuflady. Jeśli natomiast chcesz rozładować emocję i odreagować negatywne opinie, znam świetny sposób. Poświęć jeden wieczór na zjechanie wszystkiego, co odnajdziesz w internecie. Oczywiście zrób to anonimowo. Nie musisz się wysilać. Stare, dobre „ALE GÓWNO!”, sprawdzi się doskonale!

Więcej znajdziesz tutaj KlejNuty
Trwa ładowanie komentarzy...